Medycyna klasyczna

Subiektywne spojrzenie okiem zwykłego pacjenta

Medycyna klasyczna

Medycyna klasyczna

Subiektywne spojrzenie okiem zwykłego pacjenta

Od kilkudziesięciu lat żyjemy w XXI wieku, w którym rozwój medycyny jest już tak olbrzymi, że nie da się go zakwestionować. Takie dziedziny jak genetyka, biotechnologia, chirurgia, czy farmakologia przeszły epokowy progres. Dziś potrafimy modyfikować DNA, regenerować tkanki np. serca. Na porządku dziennym są też przeszczepy organów w tym nie tylko wątroby, płuc, nerek, ale twarzy, rąk i oczu. W dobie naszych czasów mamy panaceum w postaci tabletek na większość znanych ludzkości chorób. Posiadamy również zaawansowane urządzenia medyczne diagnozujące, ratujące i podtrzymujące życie. To co jeszcze pięćdziesiąt lat temu dla medycyny było nieosiągalne dzisiaj bywa normą praktykowaną nawet w małych szpitalach. Medycyna klasyczna niewątpliwie rok rocznie ratuje życie milionom ludzi na całym świecie. W przeciwieństwie do medycyny naturalnej bazuje wyłącznie na dowodach naukowych, medycynie opartej na faktach, specjalizacji i leczeniu objawów chorobowych za pomocą leków i procedur medycznych. Wprawdzie za bardzo skupia się na leczeniu tylko objawów zamiast eliminować źródło choroby jak to jest w przypadku medycyny naturalnej, ale z całą pewnością nowoczesne podejście do leczenia ma szerszy zakres szczególnie w ciężkich chorobach. Mimo wielkich osiągnięć medycyna klasyczna dalej nie zna rozwiązania na wszystkie znane ludzkości choroby. Wielomiesięczne kolejki do specjalistów i na zabiegi, które niejednokrotnie są wyrokiem dla pacjentów, brak empatii, drogie leki na które często nie stać chorych, to problem, który kładzie cień na osiągnięcia.

Pisząc ten tekst chciałbym skupić się nie na dokonaniach, ale na grzechach medycyny a w szczególności firm farmaceutycznych o których rzadko możemy przeczytać. Chcę zwrócić uwagę, że nowoczesna medycyna nie zawsze leczy i ratuje ludzi mimo, że wykonują ten zawód w przeciwieństwie do medycyny naturalnej tylko dyplomowani lekarze a pracę nad lekami prowadzą wybitni naukowcy. Skupiam się na grzechach a nie dokonaniach żeby wyrazić słowa buntu, że jako zwykły pacjent chcę mieć wybór, czy z bolącym kręgosłupem pójdę do ośrodka zdrowia, czy na masarz energetyczny, który tak jak inne gałęzie medycyny naturalnej już niedługo mogą zostać zakazane. Wszystko za sprawą lobby medycznego i projektu ustawy „Lex szarlatan” szerzej opisanej w artykule o medycynie naturalnej do którego zachęcam. Jestem zwykłym pacjentem, który kibicuje dokonaniom nowoczesnej nauki i w przypadku ciężkiej choroby nie będę szukał ratunku u znachorów, tylko w szpitalu. Chcę mieć jednak prawo korzystać z usług bioenergoterapii, ziołolecznictwa, akupunktury, czy terapii duszy mimo, że terapeuci nie zawsze posiadają dyplomy uczelni medycznych. Nie od dziś wiadomo, że bogate i potężne lobby środowisk medycznych i farmaceutycznych walczy z wszelkimi formami leczenia, które nie wchodzą w skład tzw. nowoczesnej nauki dążąc do wyeliminowania konkurencji z rynku. Według mnie ta walka jest nieuczciwa i jako mała jednostka pragnę wyrazić swój sprzeciw. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mój głos nie będzie miał większego znaczenia, ale mam do tego prawo i z tego prawa chcę skorzystać. Według oficjalnych statystyk Światowej Organizacji Zdrowia WHO miliony zgonów rocznie przypisuje się błędom lekarzy i skutków ubocznych działania leków. To samo środowisko chce zakazu praktyk medycyny naturalnej jako niebezpiecznej dla zdrowia i życia pacjentów. Wszystko pod hasłami walki z praktykami pseudomedycznymi i szarlataństwem. Nie twierdzę, że wśród reklamowanych „cudownych terapii” nie ma oszustów, którzy resztę życia powinni praktykować najwyżej w więzieniu. Jednak jestem przeciwny, żeby jedną ustawą zakazać praktyk uczciwych terapeutów, którzy niejednokrotnie reprezentują dziedziny medycyny praktykowanej już tysiące lat przed narodzinami Chrystusa.

Historia medycyny klasycznej kadr 1
Kadr 1
Historia medycyny klasycznej kadr 2
Kadr 2
Historia medycyny klasycznej kadr 3
Kadr 3

Każdego dnia jesteśmy zasypywani reklamami z lekarzami w rolach głównych promujących bezpieczne leki, które są nam wręcz niezbędne do normalnego funkcjonowania. Biały fartuch ma nam dać poczucie bezpieczeństwa i pewności, że promowany specyfik jest bezpieczny, ale i konieczny. Czasami mam wrażenie, że wymyśla się choroby, tylko po to, żeby sprzedać kolejny cudowny lek. Myślę, że w swoich odczuciach nie jestem odosobniony. Zbyt rzadko promuje się zdrowy tryb życia a zbyt często rozwiązuje problemy lekami i suplementami diety. Dlaczego nie ma reklam, w których na otyłość zaleca się przede wszystkim zmianę diety, więcej ruchu a na ból głowy, stres i bezsenność chodzenie boso np. po łące. Między innymi dlatego nowoczesna nauka walczy z medycyną naturalną, bo ta promuje coś co zbliża nas do natury i zachęca do takiej formy radzenia sobie z dolegliwościami, których rozwiązanie bardzo często nic, albo prawie nic nie kosztuje. Właśnie chodzi o to, że często nic nie kosztuje. Rynek leków i suplementów diety na powyższe dolegliwości w samej Polsce, to nie miliard złotych rocznie, tylko wielokrotność tej kwoty. Nie możemy oczekiwać, że firmy farmaceutyczne będą promować coś, co im zabiera korzyści. Nie zapominajmy, że farmaceutyka, to przede wszystkim wielki biznes, której celem nadrzędnym nie jest eliminowanie źródła problemu, tylko długo leczyć i zarabiać. Dam hipotetyczny przykład: Wyobraźmy sobie, że jakaś firma farmaceutyczna „ X” wynalazła lek na raka, który jedną tabletką całkowicie go zneutralizuje i pacjent w kilka tygodni wyzdrowieje. Ta sama firma w swojej ofercie ma kilka leków opóźniających rozwój tego samego raka na których zarabia olbrzymie pieniądze. Wprowadzając tę jedną tabletkę straciłaby z nich zysk i rachunek ekonomiczny byłby na dużym minusie. Jak myślicie, czy ta firma zachowa się etycznie i uratuje miliony ludzi rezygnując z zysku? Na tym wyssanym z palca przykładzie miałem skończyć, ale dam kolejny….. Pewna firma „Y” ma do wyboru wprowadzenie leku, który już po jednej dawce wyleczy pacjenta z ciężkiej choroby i podobnego, którego efekt będzie rozłożony na wiele dawek. Dłuższe leczenie, dłuższe cierpienie, ale za to większe zyski. Nawet nie będę zadawał pytania. Proszę zadać i odpowiedzieć sobie samemu. Może się mylę, ale dalej farmaceutyka, to przede wszystkim wielki biznes a w ich przypadku słowo etyka i dobro pacjenta nie jest na miejscu. A dlaczego leki są tak drogie?

MARITN SHKRELI i inni– Martin Shkreli amerykański przedsiębiorca stał się symbolem chciwości przemysłu farmaceutycznego, którego zachłanność w wielu przypadkach przechodzi wszelkie granice. Nie od dziś wiadomo, że branża z pod znaku zielonego krzyża potrafi windować ceny leków nieadekwatnie do kosztów ich produkcji. Badania nad lekami są wprawdzie bardzo drogie, ale w wielu przypadkach są tylko pretekstem do wyzysku pacjentów i ograniczenia leków potrzebującym, których po prostu nie stać na ich zakup. Przykładem jest lek Dalaprim którego licencję na USA w 2015 roku wykupiła firma Turing Farmaceuticals. To popularny na całym świecie lek przeznaczony m.in. dla osób o obniżonej odporności jak HIV, AIDS, nowotwory, ale również przepisywany noworodkom. W chwili przejęcia wyłączności przez Shkreliego na Dalaprim cena za jedną tabletkę wynosiła 13,5 dolara. Według mnie i tak była wysoka, bo ten sam lek w Polsce dziś kosztuje około 100zł, ale za 30 tabletek (w dużym zaokrągleniu 1 dolar za tabletkę). To pokazuje jak różne i niezrozumiałe są ceny leków w poszczególnych krajach. Jeżeli opłaca się je sprzedawać w Polsce za dolara, to jak musi się to opłacać w USA za 13,5. Już wtedy musiał to być duży zysk, ale Martinowi było mało. Dużo za mało. Podniósł cenę z 13,5 do 750 dolarów za jedną małą tabletkę. 5600% podwyżki na lek, który wielu ludziom przedłuża życie. Wykazał się przy tym przebiegłością, bo jednocześnie nielegalnymi sposobami ograniczył dostęp do składnika aktywnego, aby zablokować pojawienie się na rynku produktów konkurencyjnych.

Symboliczny kadr do sekcji o Dalaprimie
Kadr 4

Martin Shkreli dorobił się milionów, ale jego wolność nie trwała długo, bo jeszcze w tym samym roku w którym podniósł cenę został aresztowany. Nie miało to jednak związku z drastyczną podwyżką na Dalaprim, tylko jego wcześniejszymi oszustwami i kradzieżą aktywów firmy, której był założycielem. Przesiedział w więzieniu 5 lat, ale podczas odbywania kary jego konto bankowe jeszcze długo zasilały zyski z leku. Dopiero w 2022 roku został skazany za oszustwa związane z lekiem. Jako karę otrzymał dożywotni zakaz pracy w branży farmaceutycznej i wypłatę odszkodowania w kwocie 64,8 miliona dolarów co w porównaniu do tego co zarobił, było mało dotkliwe. Można powiedzieć, że zazwyczaj karą za oszustwa w branży farmaceutycznej płaci się tylko częścią utraconego zysku. Oczywiście Martin Shkreli jest tylko symbolem chciwości w farmaceutyce, bo ona jest obecna na całym świecie i dotyczy delikatnie mówiąc prawie wszystkich. To dlatego dawka insuliny w USA kosztuje np. 100 dolarów a w sąsiedniej Kanadzie 12. Przykład Dalaprimu był skrajny, ale na porządku dziennym i we wszystkich krajach w mniejszej skali jest podobnie. Czasami koncerny, żeby drastycznie podnieść cenę robią takie oszustwa jak zrobił to w 2012 roku gigant farmaceutyczny Pfizer w Wielkiej Brytanii. Jego lek na padaczkę Epanutin, który na wyspach zażywa blisko 50 tysięcy pacjentów po prostu sprzedał. Dokładnie mówiąc sprzedał prawa do dystrybucji leku firmie Flynn Pharma, tylko po to, żeby zmienić nazwę i podwyższyć cenę z 2,83 do 67,5 funta. Wzrost 2600%.....Można?…można! Brytyjski urząd ochrony konkurencji CMA po kilku latach jednak nałożył na Pfizera grzywnę w wysokości 84,5 milionów funtów a na Flynn Pharmę 5,2 miliona i nakaz obniżenia ceny. Przedsiębiorstwa się odwołały wiedząc, że i tak przegrają, ale zanim doszło do następnej rozprawy ich konta zostały zasilone pieniędzmi od oszukanych ludzi na padaczkę. Przecież na tę grzywnę musieli zarobić. Wprawdzie jakąś karę dostali, ale pacjentom ukradzionych pieniędzy to nie odda a ilu chorych leku nie zażyło, bo nie było ich stać, tego już się nie dowiemy. Takich praktyk możemy przytaczać w nieskończoność. Najczęściej jednak ta tak zwana Big Pharma kar nie dostaje w ogóle. Mają tak duże wpływy, że nie jest łatwo cokolwiek im udowodnić. Mają monopol na zdrowie i tego monopolu skrzętnie pilnują. Koszmarnie się bogacą a po drugiej stronie są pacjenci, którzy jak moja mama wydaje na leki prawie połowę swojej niskiej emerytury. Pacjenci, którzy często głodni wegetują, bo nie wystarcza im na wykupienie recepty a dla których leki to życie i czasami ważniejsze nawet niż jedzenie. Nie prawdą jest powielane przez kręgi medyczne twierdzenie, że leki są drogie, bo wieloletnie badania i dystrybucja ledwo pokrywają koszty. Wyniki finansowe największych firm farmaceutycznych na świecie przeczą tym tezom, że ledwo wystarcza im na przeżycie. Sam Pfizer opisany w powyższej aferze z lekiem na padaczkę w 2024 roku miał przychód 63 600 000 000 dolarów i zysk netto po wszystkich kosztach badań i gigantycznych zarobkach w kwocie 8 031 000 000 dolarów. Czy naprawdę ledwo im starcza na koszty?

Teraz przytoczę kilka leków, które przez lata były sprzedawane jako bezpieczne, czyli nie mające skutków ubocznych. Leków, które były szeroko promowane i zalecane nawet dzieciom:

HEROINA – Jeżeli ktoś myśli, że heroina i uzależnienie od niej jest wynalazkiem karteli narkotykowych, to jest w dużym błędzie. Firma Bayer znana nam głównie z produkcji Aspiryny na przełomie XIX i XX wieku wprowadziła na rynek heroinę jako nieuzależniający i cudowny „lek na wszystko”. Żeby było śmieszniej a może smutniej Heroinę produkowaną przez Bayera opracował ten sam naukowiec co Aspirynę, czyli chemik Felix Hoffmann. Szeroko reklamowana i zalecana dzieciom i co gorsze sprzedawana bez recepty. Była stosowana w tabletkach przeciwbólowych, w syropie na kaszel, a nawet jako środek pomagający w walce z uzależnieniem od morfiny. Czyli uzależnienie jednym narkotykiem leczono innym i to mocniejszym. W 1899 roku Bayer produkował tonę Heroiny rocznie i eksportował do 23 krajów. W tym okresie nie były jeszcze znane jej uzależniające właściwości, z kolei jej silne działanie przeciwbólowe pomagało przy odstawieniu morfiny. Renomowane magazyny medyczne i uznani lekarze chwaliły nową substancję za skuteczność. Sukces „cudownego leku” nie trwał jednak długo, gdyż już w 1902 lekarze zaczęli informować o przypadkach uzależnień, których szczególnie dużo przybywało w USA. Pojawiły się też pierwsze przypadki „relaksacyjnego” przyjmowania heroiny jako środka odurzającego. Bayer zaprzestał produkcji heroiny dopiero w 1913 mimo, iż od przeszło dziesięciu lat znano jej zabójcze działanie. To jeden z dowodów, że farmaceutyka to przede wszystkim biznes. Rozpowszechniona przez Bayera i łatwo dostępna heroina stała się na tyle poważnym problemem, że w 1920 roku sąd w USA zakazał jej produkcji nawet w celach medycznych. Niestety brak legalnej dostępności nie spowodował, że uzależnionych przestało przybywać. Heroina przeniosła się do mafijnego podziemia i mimo upływu stu lat jest problemem do dziś. Od momentu jej wynalezienia w wyniku uzależnień zmarło według różnych źródeł nawet 25 000 000 ludzi na całym świecie.

KOKAINA – Niemiecka firma rodzinna Merck może się poszczycić mianem najstarszej farmaceutycznej firmy na świecie. Jej korzenie sięgają aż 1668 roku w którym założyciel firmy Fredrich Jacob Merck kupił aptekę o nazwie „Anioł” w Darmstadt. Nazwa apteki dla wielu pacjentów w późniejszych latach okazała się prorocza, bo nie jeden z nich anioła mógł zobaczyć na własne oczy. Merck dziś, to wielki koncern nie tylko farmaceutyczny, ale i chemiczny zatrudniający 60 tysięcy pracowników w 66 krajach. Ma dorobek w postaci wielu cenionych leków onkologicznych, na tarczycę, cukrzycę, serce i szczepionkę na HPV. Niestety w swojej działalności miał wiele wpadek, które kosztowały zdrowie i życie tysięcy niczym niewinnych pacjentów. Jedną z nich było wprowadzenie kokainy jako środek znieczulający i przeciwbólowy szczególnie ceniony w stomatologii. Pod koniec XIX wieku kokaina stała się szeroko stosowanym lekiem ogólnym, zalecanym w najróżniejszych dolegliwościach: histerii, depresji, niestrawności, malarii, impotencji, astmie, katarze siennym, łupieżu, bólach zębów i gardła. Sprzedawane bez recepty preparaty z kokainą w postaci tabletek, dropsów, kropli i syropów były powszechnie dostępne w aptekach i drogeriach. Kupowane były tym chętniej, gdyż były reklamowane jako środki niezawodne, całkowicie bezpieczne. W końcu prawdziwe działanie i skutki uboczne w postaci silnych uzależnień zaczęły docierać do środowiska medycznego. Jednak całkowity zakaz sprzedaży kokainy nastąpił dopiero po pierwszej wojnie światowej.

Nie ma dokładnych danych ile osób popadło w uzależnienie w wyniku działania Heroiny i Kokainy sprzedawanej przez te uznane dziś koncerny farmaceutyczne, ale ta liczba musiała być ogromna i liczona w dziesiątkach tysięcy osób na całym świecie. Ze względu na brak regulacji prawnych nikt nigdy nie poniósł z tego powodu żadnych konsekwencji, czyli w świetle prawa nikt go nie złamał. To, że były to leki reklamowane jako bezpieczne i nieuzależniające nie było podstawą do najmniejszych odszkodowań. Można powiedzieć, że opisane przeze mnie przykłady dotyczą odległych czasów i dzisiaj już takich nie ma. Nic bardziej mylnego. Oszustw firm farmaceutycznych i środowisk medycznych było i jest tak dużo, że nawet nie wiem, które mam przytoczyć, bo opisanie tylko tych co są w mojej świadomości zajęłoby dziesiątki stron i zanudziło czytelników.

To jest dowód na to, że tylko medycyna klasyczna bazująca na uczciwych i rzetelnych badaniach naukowych jest skuteczna i bezpieczna dla życia i zdrowia pacjentów. Tylko ona w przeciwieństwie do medycyny naturalnej powinna być powszechnie praktykowana. Etyka zawodu lekarza i branży farmaceutycznej jest gwarantem, że realizując w aptece receptę lek został przepisany prawidłowo i nie będziemy mieli skutków ubocznych – to oczywiście był sarkazm

Ilustracja do refleksji o etyce medycznej
Kadr 5
Ilustracja do refleksji o etyce medycznej cd.
Kadr 6
Infografika farmaceutyczna
Kadr 8

OXYCONTIN – Firma Purdue Pharma jest świetnym przykładem jak potrafią działać koncerny farmaceutyczne dziś i ile złego potrafią wyrządzić w imię nowoczesnej i naukowo udowodnionej medycyny klasycznej. Trzech braci Sacklerów pochodzących z imigranckiej rodziny żydowskiej notabene z Polski i ich amerykański koncern jest odpowiedzialny za wielki kryzys opioidowy, który stał się jedną z największych epidemii zdrowotnych naszych czasów. Szczególnie dotknięci zostali pacjenci w USA gdzie dostępność opioidu była największa. Wszystko za sprawą wprowadzonego w 1996 roku przeciwbólowego i długodziałającego leku o nazwie OxyContin. Reklamowany jako bezpieczny o niskim ryzyku uzależnienia środek na receptę był jednym z najhojniej promowanych leków w historii farmacji. Agresywny marketing skierowany był nie tylko do pacjentów, ale i do lekarzy, którzy za przepisanie leku dostawali prowizje i ekskluzywne wycieczki. Lekarze zwyczajnie byli przekupywani, żeby przepisywać lek komu się tylko da mając gdzieś etykę, dobro i zdrowie pacjenta a o łamaniu prawa nawet nie wspominając. Jak wielka to była skala przekupstwa i jak wielu lekarzy brało w niej udział mogą zobrazować wyniki sprzedaży które z 48 milionów dolarów przychodu w pierwszym roku wzrosły aż do 1 miliarda w czwartym roku sprzedaży, czyli ponad 2000%. Przez cały okres dystrybucji, czyli w latach 1996-2019 przychód wyniósł 35 miliardów dolarów. Nie byłoby w tym jeszcze nic strasznego, gdyby chodziło tylko o oszustwa w postaci nielegalnych praktyk marketingowych i nieetycznego zachowania lekarzy. Problem w tym, że ten lek nigdy nie powinien znaleźć się na aptecznych półkach, bo uzależniał, zabijał i zabija do dziś. Głównym jego składnikiem jest oksykodon, czyli chemiczny kuzyn heroiny, prawie dwa razy silniejszy od morfiny. W czasie w którym wprowadzano Oxycontin opioidy występujące w innych lekach były niechętnie przepisywane pacjentom a jak już, to tylko w silnych bólach nowotworowych i w opiece paliatywnej. Oxycontin z założenia miał mieć szersze zastosowanie na co nie zgadzała się FDA, czyli Agencja ds. Żywności i Leków. Nie zgadzała się do czasu przekupienia jednego z jej członków a dokładnie Curtisa Wrighta, który dość szybko wydał zgodę na jego wprowadzenie na rynek. Oczywiście nie trzeba dodawać, że wszelkie badania, które były podstawą do zatwierdzenia leku były co wykazało śledztwo sfałszowane a sam Pan Curtis Wrigh już po roku zrezygnował z pracy w FDA i jakimś dziwnym trafem został zatrudniony…… w Purdue Pharma. Bracia Sacklerowie od samego początku zdawali sobie sprawę, że lek jest niebezpieczny i silnie uzależnia, ale mimo to prowadzili wielką kampanię reklamową. Powoływali stowarzyszenia pacjenckie zatrudniając 5000 lekarzy, pielęgniarek i farmaceutów, którzy jeździli po kraju i organizowali konferencje, sympozja i spotkania sponsorowane przekonując, że z bólem można wygrać a najlepszym sposobem jest Oxycontin. Tani i legalnie dostępny narkotyk szybko stał się powszechny i zalał amerykańskie miasta. Wkrótce lekiem zaczęto handlować na ulicach. Zażywali go nie tylko chorzy, ale także osoby, które chciały poczuć wyjątkowy haj. Szpitalne oddziały intensywnej terapii zaczęły się zapełniać ludźmi, którzy przedawkowali narkotyczny środek przeciwbólowy. Zaczęły zapełniać się również kostnice. Wybuchła prawdziwa epidemia opioidowa, która zaczęła rozlewać się po kolejnych regionach USA. Z każdym dniem uzależnionych a wraz z nimi i ofiar śmiertelnych przybywało. Problemu już nie dało się schować pod dywan, ale i nie udało opanować. Pojawiały się pierwsze procesy sądowe, które dzięki sprawnym prawnikom przedłużały się w nieskończoność. Bracia Sacklerowie wszelkimi wykrętami odpierali zarzuty, ale w 2007 roku przegrali pierwszy proces wypłacając w ramach ugody stanowi Kentucky 600 milionów dolarów odszkodowania za oszustwa marketingowe, które przełożyły się na skokowy wzrost uzależnień. Mimo to przez kolejne 12 lat dalej legalnie rozprowadzali narkotyki w aptekach zarabiając na tym miliardy dolarów. Schyłek Purdue Pharma rozpoczął się dopiero w 2019 roku, kiedy w związku z 2500 pozwów ruszył proces upadłościowy firmy. Sacklerowie negocjowali z prokuratorami generalnymi większości stanów osiągając w 2023 roku porozumienie i ogłaszając bankructwo. Zadecydowano, że ich firma ma wypłacić 10 miliardów dolarów polubownej rekompensaty dla poszkodowanych. Dzięki dziwnej przychylności sądu bracia praktycznie nie ponieśli żadnej kary co jest wstydem dla wymiaru sprawiedliwości. W dniu ogłoszenia wyroku przed sądem były tłumy demonstrantów z transparentami m.in. „Moralnie upadły sąd upadłościowy sędziego Draina”. Prywatny majątek Sacklerów w dniu wyroku wyceniany na 11 miliardów dolarów a który powstał w wyniku zysków na Oxycontinie został uratowany a Sacklerowie wyszli wolni. Co więcej mogą dalej prowadzić firmy w tym farmaceutyczne a nawet nie zostali zobligowani do przeprosin za dramat do jakiego się przyczynili. Żaden z braci też nigdy nikogo nie przeprosił z własnej woli. Sacklerowie są jedną z najbardziej znienawidzonych rodzin w Ameryce i w tym kraju ciężko znaleźć kogoś, kto nie wie dlaczego tak jest. Na podstawie ich życia i działalności firmy powstało wiele produkcji w tym „Zbrodnia stulecia” na platformie Netflix; miniserial „Dopesick” na platformie Hulu ; kilka filmów dokumentalnych i książek.

A oto oficjalne dane dające obraz problemu: W latach 1999-2019, czyli szczytu działania Purdue Pharma z OxyContinem z przedawkowania opioidów zmarło w USA ponad 820 000 Amerykanów. Z uzależnieniem do dziś walczy co najmniej 2 000 000 ludzi. Aż 80 proc. heroinistów to osoby, które zaczęły "przygodę" z narkotykami właśnie od OxyContinu. Każdego dnia w wyniku przedawkowania narkotyków w tym opioidów umiera w USA średnio 300 osób.

To jest kolejny dowód na to, że tylko medycyna klasyczna bazująca na uczciwych i rzetelnych badaniach naukowych jest skuteczna i bezpieczna dla życia i zdrowia pacjentów. Tylko ona w przeciwieństwie do medycyny naturalnej powinna być powszechnie praktykowana. Etyka zawodu lekarza i branży farmaceutycznej jest gwarantem, że realizując w aptece receptę lek został przepisany prawidłowo i nie będziemy mieli skutków ubocznych.

TALIDOMID – Niemiecka firma farmaceutyczna Chemie Grunenthal w 1957 wprowadziła na rynek lek o nazwie Talidomid. Sprzedawany w pierwszym okresie bez recepty i zalecany m.in. jako lek uspakajający ogólnego stosowania, a w większych dawkach jako lek przeciwbólowy dla kobiet, których ciąża przebiegała z powikłaniami. Lek oczywiście był reklamowany jako całkowicie bezpieczny i przebadany. Problem w tym, że zalecano go kobietom w ciąży a nie było badań, które potwierdzały, że mogą go stosować. Preparat został zarejestrowany i sprzedawany w 50 krajach, pod różnymi nazwami.

Pod koniec roku 1960 udowodniono, że talidomid ma silne działanie teratogenne (czyli powoduje uszkodzenia płodu). Było ono szczególnie duże podczas pierwszych 50 dni ciąży. Zanim wykryto ten aspekt jego działania, ofiarami tego specyfiku zostało według bardzo ostrożnych danych około 15 tysięcy ludzkich płodów, z czego 12 tysięcy zostało donoszone i urodzone jako dzieci z głębokimi wadami rozwojowymi. Spośród owych 12 tysięcy dzieci około 4 tysięcy zmarło przed ukończeniem pierwszego roku życia. Okazało się, że u kobiet, które zażywały lek, aż 40% dzieci zmarło w ciągu pierwszego roku po urodzeniu. Wiele dzieci urodziło się z niedorozwiniętymi, zdeformowanymi kończynami, a także często całkowicie pozbawione kończyn. Narodziny takiego dziecka były dla rodziców szokiem i setki dzieci pozostawiano w szpitalach. Większość z ocalałych osób żyje do dzisiaj, chociaż prawie wszyscy cierpią z powodu ciężkich deformacji ciała, między innymi braku kończyn i nienaturalnych proporcji ciała. Skutki działań tego specyfiku okazały znacznie poważniejsze niż wcześniej sądzono. Wraz z wiekiem schorzenia wywołane talidomidem się nasilają, pojawiają się problemy z kręgosłupem, stawami czy przepukliną. Jednym słowem skutki zdrowotne ofiary leku z każdym rokiem stają się poważniejsze. Oficjalne dane bez wątpienia są niedoszacowane i ofiar Talidomidu było kilka razy więcej. Chociażby z tego powodu, że lek dostępny był recepty i mało która ofiara nawet świadoma może to udowodnić.. Są kraje w których mimo sprzedaży leku dane o poszkodowanych w ogóle nie były brane pod uwagę. Tysiące ludzi na całym świecie nawet nie zdaje sobie sprawy, że nie ma rąk, ani nóg, bo jego mama zażyła kupiony a aptece a niekiedy w zwykłej drogerii bezpieczny Talidomid. W wielu krajach w tym Japonii, Wielkiej Brytanii i Niemczech powstały organizacje zrzeszające osoby poszkodowane przez niemiecki koncern domagając się odszkodowania.

Procesy sądowe wykazały, że już w 1959 roku wewnętrzne raporty koncernu potwierdzały, że lek powoduje uszkodzenia nerwów u dorosłych. Raporty te zostały zatajone. Rok później pojawiły się udokumentowane przypadki deformacji płodów, ale te informacje również zamiatano pod dywan i lek dalej był sprzedawany i reklamowany jako bezpieczny nie tylko e Europie, ale Australii, Azji i w Ameryce. Firma Grunenthal była bezwzględna, bo nie tylko zatajała i niszczyła dokumenty, ale wpływała na procesy sądowe. Sześć lat biegłym zajęło zbadanie 5000 historii przypadków: kobiet w ciąży, które zażyły talidomid i urodziły zdeformowane i martwe dzieci, oraz mężczyzn i kobiet, którzy doznali nieodwracalnego uszkodzenia nerwów. Akt oskarżenia, który przygotowali przeciwko dziewięciu pracownikom firmy Grunenthal, liczył 972 strony. Na poparcie oskarżenia powołali 351 świadków, 29 biegłych i 70 000 stron dowodów. W 2015 sąd w Kanadzie zasądził 500 milionów dolarów kanadyjskich na rzecz ofiar. Według różnych źródeł odszkodowania wynikające z indywidualnych procesów wypłacane są do dziś. Pytanie tylko, czy da się zrekompensować brak rąk i nóg?! Drugie moje pytanie brzmi o ile byłoby mniej ludzkich tragedii, gdyby zaprzestano produkcji tego zabójczego leku zaraz po pierwszych wewnętrznych raportach, które potwierdzały, że lek szkodzi. Dlaczego pracownicy koncertu nie zachowali się etycznie informując o zagrożeniach pacjentów?

To jest kolejny dowód na to, że tylko medycyna klasyczna bazująca na uczciwych i rzetelnych badaniach naukowych jest skuteczna i bezpieczna dla życia i zdrowia pacjentów. Tylko ona w przeciwieństwie do medycyny naturalnej powinna być powszechnie praktykowana. Etyka zawodu lekarza i branży farmaceutycznej jest gwarantem, że realizując w aptece receptę lek został przepisany prawidłowo i nie będziemy mieli skutków ubocznych.

VIOXX – I znowu na tej haniebnej liście pojawia się najstarsza na świecie firma farmaceutyczna Merck. Być może dlatego na jej oficjalnej stronie w zakładce historia znalazłem tylko wzmiankę, że prowadzona jest nieprzerwanie przez 13 pokoleń rodziny Mercków bez opisania chociażby jednego sukcesu a niewątpliwe i takie w swojej liczącej 350 lat historii mieli. Być może nie chwalą się sukcesami, bo ciężko im przykryć ludzkie tragedie do których się przyczynili.

Kadr do sekcji o leku Vioxx
Kadr 9

Osobiście uważam, że często to nie wpadki, tylko zwykłe oszustwa a ewentualne odszkodowania są wkalkulowane w cenę produktu. Vioxx jako lek nowej generacji miał być przełomem w leczeniu artretyzmu, reumatyzmu oraz innych schorzeń stawów i kości. Jego wejście na rynek w 1999 r. wsparte było zmasowaną kampanią reklamową. Koncern Merck wydawał na promocję nowego produktu przeszło 160 mln dolarów rocznie. Oczywiście promując go jako bezpieczny i skuteczniejszy od produktów konkurencyjnych. Z takim zapleczem vioxx szybko stał się hitem w aptekach. Można go było kupić w 80 krajach a od 2000 roku również w Polsce. Nasi lekarze chętnie przepisywali vioxx, bo miał opinię niezwykle skutecznego i bezpiecznego. Uchodził za łagodniejszy dla żołądka niż tradycyjne środki przeciwzapalne oraz przeciwbólowe. Specjaliści długo i żarliwie przekonywali, że specyfik nie wywołuje żadnych skutków ubocznych, nawet przy długotrwałym zażywaniu. Vioxx cieszył się dużym uznaniem wśród pacjentów: jedna tabletka zastępowała im sześć-siedem innych leków, a bóle ustępowały niemal natychmiast. Koncern Merck zacierał ręce. Gdy w 2000 roku pojawiły się pierwsze sygnały o szkodliwości leku, władze koncernu sprawę zataiły. Co ciekawe, niepokojące wyniki pierwszych raportów przemilczała również Amerykańska Agencja Żywności i Lekarstw (FDA), która przez lata uchodziła za najrzetelniejszą na świecie organizację badającą bezpieczeństwo leków. Kolejne niepokojące wyniki dały badania kliniczne nad zastosowaniem vioxxu w leczeniu nowotworów jelita grubego. Okazało się wówczas, że u pacjentów, którym podawano lek przez 18 miesięcy, dwukrotnie zwiększyło się ryzyko zawału serca i udaru. Koncern Merck wycofał z obrotu lek dopiero w 2004 roku, gdy już od dawna było wiadomo o jego skutkach ubocznych. W tym czasie przybyły miliardy dolarów na kontach firmy. Przybyło również ofiar o większości o których według mnie nigdy się nie dowiemy, bo szczegółowe dane dotyczą zazwyczaj populacji USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec i jeszcze kilku innych krajów. Tak jakby wszystkie leki sprzedawane były i szkodziły tylko tam a sam vioxx miał dystrybucję aż w 80 krajach!!! Firma Merck w związku z ponad 4500 pozwów zgodziła się na ugodę i wypłatę dla poszkodowanych i ich rodzin kwotę w wysokości 4,85 miliarda dolarów. Jednak ta kwota mimo pozwów również z naszego kraju nie dotyczyła Polaków. Można zadać tu pytanie dlaczego nasi obywatele traktowani są inaczej jak pozostali poszkodowani !!!

Według danych opublikowanych w ˝New England Journal of Medicine˝a które z całą pewnością są niedoszacowane vioxx przyjmowało ponad 80 mln ludzi na całym świecie. Z szacunków wynika, że w samych tylko Stanach Zjednoczonych preparat zabił niemal 60 000 osób, a w Wielkiej Brytanii - przeszło 10 000. Dodatkowo ponad 100 000 przeżyło, ale miało udary i zawały serca. Nie ma precyzyjnych danych mówiących o tym, ile opakowań śmiercionośnych pigułek sprzedano w Polsce. Według niektórych źródeł mogło je brać nawet 50 000 Polaków!!! Tego ile z nich zmarło nigdy się nie dowiemy.

To jest kolejny dowód na to, że tylko medycyna klasyczna bazująca na uczciwych i rzetelnych badaniach naukowych jest skuteczna i bezpieczna dla życia i zdrowia pacjentów. Tylko ona w przeciwieństwie do medycyny naturalnej powinna być powszechnie praktykowana. Etyka zawodu lekarza i branży farmaceutycznej jest gwarantem, że realizując w aptece receptę lek został przepisany prawidłowo i nie będziemy mieli skutków ubocznych

Johnson & Johnson – Jedna z największych firm farmaceutycznych na świecie, która oprócz leków produkuje sprzęt medyczny i kosmetyki również znalazła się na tej haniebnej liście. Ten gigant zatrudniający blisko 130 tysięcy pracowników w 2012 roku zgodził się zapłacić 2200 000 000 dolarów kary w związku z lekiem Risperdal. Ten lek przeznaczony dla chorych na Schizofrenię bez wymaganych pozwoleń był polecany również jako remedium na zaburzenia dwubiegunowe, lękowe i demencję co znacznie poszerzało krąg odbiorców. Ponadto koncern miał przekupić największego dystrybutora leków zaopatrującego domy opieki, aby ten propagował specyfik wśród ludzi starszych, u których zwiększał on ryzyko zgonu. Liczba poszkodowanych nie jest znana.

Ten sam koncern jest producentem kultowego na całym świecie pudru talkowego dla dzieci. Ciężko jest znaleźć nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie rodzica, który nie wrzucał go do koszyka będąc w galerii, lub drogerii. Ja robiłem to wielokrotnie i jestem w szoku. Okazuje się, że produkowany w latach 1965-2023 puder zawierał rakotwórczy azbest, który odbił się na zdrowiu i przyczynił do śmierci wielu ludzi.

Przykładowy kadr ilustrujący konsekwencje produktów
Kadr 10

Tylko w samej Wielkiej Brytanii złożono ponad 3000 pozwów od kobiet, które domagają się odszkodowania w związku z wystąpieniem u nich raka jajnika i międzybłonniaka opłucnej spowodowanego używaniem tego talku. Do tego należy doliczyć tysiące pozwów w USA a to dalej są tylko dwa kraje. 58 lat koncern sprzedawał rakotwórczy puder a najgorsze jest to, że pierwsze procesy sądowe wykazały, że koncern wiedział o zawartości azbestu w ich produkcie już od lat 60-tych a wiedza o tym była ukrywana. Jednym słowem straszne, albo podłe. Dokładnej liczby poszkodowanych oczywiście nigdy nie poznamy, bo i jak ją oszacować, gdy puder był sprzedawany na całym świecie aż przez 58 lat. Procesy sądowe są w trakcie, ale już dziś firma Johnson & Johnson zarezerwowała na odszkodowania około 8 000 000 000 dolarów. A ile na nim zarobiła…. Oczywiście wielokrotnie więcej. Nie o odszkodowania tu chodzi, tylko o zdrowie swoich klientów, bo żadne pieniądze nie przywrócą im zdrowia i życia. Sam fakt, że tak dobrze kojarząca się nam marka była świadoma zagrożeń powinien już skutkować tym, że na zawsze powinna zniknąć z rynku. Mogę jednak wszystkich zapewnić, że za dziesięć lat dalej będzie miała się dobrze i nawet przez jeden dzień nikt nie obejrzy świata zza krat a jedyną karą będą mniejsze zyski.

WALSARTAN – Główny Inspektor Farmaceutyczny GIF w latach 2018-2019 wycofał z polskiego rynku aż 40 leków różnych producentów zawierających substancję czynną walsartan. W wycofanych lekach wykryto zanieczyszczenie w postaci N-nitrozodimetyloaminy (NDMA), która powoduje bardzo ciężkie uszkodzenia wątroby, owrzodzenie, krwawienie z jelit, a także działa drażniąco na błony śluzowe i skórę. Tylko w  2017 roku sprzedano ponad 2 miliony opakowań leków, których dotyczą decyzje GIF. Okazało się, że większość polskich producentów zapatrywała się w jednej chińskiej fabryce, która nie zadbała o czystość produkowanej przez siebie substancji czynnej. Ciężko w tym przypadku mieć pretensję do producentów leków, którzy ten składnik stosowali . Nie zawsze afery z lekami dotyczą świadomego stosowania substancji, które szkodzą i raczej w tym przypadku tak było. Musimy być świadomi, że proces produkcji i badań nad lekami jest skomplikowany i trwa wiele lat. Czasami skutki uboczne poznajemy dopiero po dekadach sprzedaży i w takich przypadkach też nie możemy mieć pretensji. Nie zmienia to faktu, że wycofane z aptek 40 leków były sprzedawane w Polsce i tylko w jednym roku sprzedano aż 2 miliony opakowań. Z całą pewnością duża część pacjentów miała z tego powodu powikłania na które musiała kupować kolejne leki i chodzić do kolejnych specjalistów wydając niejednokrotnie ostatni grosz.

GLAXOSMITHKLINE - W 2012 roku brytyjski koncern farmaceutyczny GlaxoSmithKline zgodził się zapłacić 3 000 000 000 dolarów kary za łamanie amerykańskiego prawa regulującego sprzedaż leków. Firma nie tylko rekomendowała swój antydepresant Paxil osobom niepełnoletnim, mimo że był on przeznaczony tylko dla dorosłych, ale również stała za publikacją mylącego artykułu medycznego, w którym promowano używanie lekarstwa wśród najmłodszych. Lek Paxil powodował zwiększone ryzyko samobójstw u młodzieży, ale również krwawień i udarów. Ponadto koncern reklamował swój inny lek, Wellbutrin, jako skuteczny w kuracjach odchudzających i jako remedium na zaburzenia seksualne, podczas gdy leczył on tylko stany depresyjne. Aby zyskać przychylność lekarzy, GlaxoSmithKline fundował im wczasy w spa, a nawet wycieczki na Bermudy i Jamajkę. Firmę oskarżono także o odmowę udostępnienia władzom informacji dotyczących bezpiecznego użycia przeciwcukrzycowej Avandii. Oszustwa brytyjskiego koncernu dotyczyły aż 10 leków. GlaxoSmithKline przyznał się do wszystkich przestępstw.

Chciałbym dłużej zatrzymać się przy tym koncernie, gdyż należy do liderów sprzedaży leków w Polsce. GlaxoSmithKline stoi za wieloma aferami korupcyjnych w wielu krajach. Jedna z większych miała miejsce w Chinach. Według śledczych na łapówki dla urzędników i lekarzy GSK przeznaczył około 500 000 000 (tak, tak pół miliarda) dolarów. Jak ujawniono, korumpowano nie tylko pieniędzmi i wycieczkami. Koncern według chińskich śledczych miał w ramach prezentów opłacać swoim kontrahentom również korzystanie z usług seksualnych. Czy ten proceder działał tylko w tym azjatyckim kraju? Nic bardziej mylnego. Funkcjonariusze włoskiej Straży Finansowej ustalili, że w latach 1999 - 2002 GlaxoSmithKline wydał na korumpowanie lekarzy i aptekarzy ponad 228 milionów euro. Statystyka jest przerażająca. Zarzuty korupcji prokuratura postawiła prawie pięciu tysiącom osób. Ogromna większość to lekarze różnych specjalności: ponad 2,5 tys. lekarzy ogólnych zostało oskarżonych o przekupstwo; 1738 lekarzom specjalistom postawiono zarzuty przyjmowania nagród oraz "gratyfikacji pieniężnych i w naturze" - 63 lekarzom i farmaceutom szpitalnym zarzucono, że w zamian za znaczne kwoty, prezenty lub sowicie płatne konsultacje obiecali działowi sprzedaży GSK faworyzować produkty tego koncernu. GlaxoSmithKline stosowała podobne praktyki również w innych krajach. W Niemczech toczyło się śledztwo przeciwko 1600 lekarzom i 270 przedstawicielom firmy handlującej jej farmaceutykami. Tamtejszy oddział GSK oferował lekarzom łapówki sięgające 25 000 euro. Wielu lekarzy skorzystało również z fundowanych przez firmę wakacji. Znane są także przypadki sfinansowania ich pobytu na piłkarskich mistrzostwach świata we Francji w 1998 roku. Podobne śledztwa były prowadzone w wielu krajach w tym w Polsce. W naszym kraju oczywiście wyniki śledczych nie były tak spektakularne jak np. we Włoszech. Czy u nas skala korupcji jest mniejsza? Szczerze mówiąc wątpię. Na ławie oskarżonych zasiadło raptem kilkanaście osób, ale wynika to raczej z niskiej skuteczności organów ścigania, niż mniejszej skali korupcji która miała miejsce we Włoszech, czy w Niemczech. Przytoczę słowa jednego z oskarżonych, który przyznał się do winy Pana Jarosława Wiśniewskiego byłego menedżera GlaxoSmithKline na okręg łódzki. Udzielił on obszernego wywiadu brytyjskiemu BBC w programie Panorama. Niech te słowa dadzą nam obraz i jednocześnie nie zmylą, że ten proceder dotyczy tylko tej jednej firmy :

„To proste równanie. My płacimy lekarzom, a oni wypisują recepty. Nie płacimy im, nie ma recept na nasze leki. Nie mogliśmy iść do lekarzy i powiedzieć: „Potrzebuję 20 razy więcej recept”. Dlatego uzgadnialiśmy z nimi, żeby namawiali pacjentów. Płacimy, ale oczekujemy więcej niż 100 recept na ten lek. To łapówka” — powiedział w Panoramie BBC Jarosław Wiśniewski

Pisząc ten tekst jestem zdegustowany. Ostatnie dni i noce żyłem zgłębiając wiedzę na temat grzechów środowisk medycznych a w szczególności farmaceutycznych. Czytałem opracowania naukowe, wyniki badań, artykuły prasowe i zwykłe krótkie wzmianki internetowe, które oczywiście nie zawsze są prawdziwe. Co z tego wyniosłem? Przede wszystkim utratę zaufania do wszystkiego co jest związane z medycyną klasyczną a w szczególności z farmaceutyką. Wiem, że nie powinno tak być i ktoś mądry powie, że są tylko wyjątkowe przypadki i nie każdy lekarz da się przekupić ble, ble ble…. To nie są wyjątkowe przypadki, to jest rzeczywistość a przez słowo „etyka medyczna” mam mdłości. Miałem w planach opisanie kilkudziesięciu przykładów oszustw branży medycznej, ale na tych kilku kończę. Za bardzo wczuwam się w cierpiących i poszkodowanych pacjentów, którzy czasami nie zapłacili rachunku za gaz, żeby kupić w aptece wyrok śmierci dla swojego dziecka. Każda śmierć, każde kalectwo, to oddzielna historia i tragedia nie tylko dla poszkodowanego, ale i ich rodzin i nie na dzień, nie na dwa, lecz często na całe życie. To cierpienie, które tylko w niektórych przypadkach doczekało się drobnego odszkodowania, które i tak nigdy nie zrekompensuje im utraconego zdrowia. Boli mnie też to, że sprawcy tych tragedii praktycznie nigdy nie ponoszą żadnej kary a co najwyżej utratę części zysku zarobionego na ludzkiej tragedii. Boli mnie to, że tak łatwo da się przekupić lekarzy, którzy mimo wysokich zarobków dają się skusić srebrnikami zapominając o zdrowiu pacjentów. Rzadko chodzę do lekarza, ale przypomniała mi się sytuacja z przed kilku lat w moim ośrodku zdrowia, gdy lekarka zaproponowała inny lek niż zwykle mówiąc, że jest dużo droższy, ale ja zapłacę mało, bo jest refundowany, czyli zapłaci społeczeństwo. Może dystrybutorzy tego leku również dawali prowizję tej lekarce. Może to, że jest dużo droższy a jednak refundowany również ma związek z korupcją, tylko na wyższym szczeblu. Tego nie wiem, ale po tej lekturze mocno się zastanawiam, bo moje zaufanie zostało nadszarpnięte. Zgłębiając wiedzę o lekach i kosztach terapii zdałem sobie sprawę, że w niektórych chorobach ceny są tak zaporowe, że mało kogo na nie stać. Leki po kilka tysięcy za dawkę nie są wyjątkiem a są też i takie, których jednorazowy koszt zakupu wynosi 90 tysięcy złotych. Większość z nich jest refundowana, ale to nie oznacza, że są za darmo. Płacimy za nie wszyscy w podatkach i może dlatego nasza służba zdrowia jest biedna, bo dajemy się okradać branży z pod znaku zielonego krzyża. Zaczynam też bardziej rozumieć ludzi, którzy szukają alternatywy w poszukiwaniu pomocy medycznej u terapeutów medycyny naturalnej. Być może oni, albo ktoś z ich rodziny również padł ofiarą „etyki” lekarskiej i firm farmaceutycznych. Być może szukają tam pomocy, bo nie muszą kupować drogich i „bezpiecznych” leków. W każdym razie nie muszą się obawiać, że przez te w świetle nowoczesnej nauki szarlatańskie praktyki stracą zdrowie i życie. To, czym tylko ryzykują, to że nie zawsze zostaną wyleczeni, ale najczęściej przynajmniej wysłuchani i przyjęci z godnością o wcześniej umówionej godzinie.