Medycyna naturalna

Subiektywne spojrzenie okiem zwykłego pacjenta

Medycyna naturalna

Medycyna naturalna

Subiektywne spojrzenie okiem zwykłego pacjenta

Historia medycyny naturalnej jest prawie tak długa jak historia ludzkości. Pierwsze wzmianki o jej praktykowaniu są równie stare jak stare jest pismo, lecz z całą pewnością istniała jeszcze wcześniej. Tylko leczenie akupunkturą i ziołolecznictwem ma archeologicznie udokumentowaną historię sięgającą około 8000 lat. Joga, akupresura, stawianie baniek, masaże lecznicze, leczenie energią i wiele innych również były obecne tysiące lat przed narodzinami Chrystusa. Wszędzie tam gdzie pojawiała się cywilizacja pojawiali się też pierwsi „lekarze”. Byli w Mezopotamii, Chinach, Indiach, Tybecie, Egipcie , Grecji i w Rzymie. Byli również na terenach Afryki, Australii i obu Ameryk. Często pełnili funkcję szamanów, mędrców, lub kapłanów, którzy oprócz uprawiania magii i realizacji obowiązków kapłańskich zajmowali się leczeniem bólu, gojeniem ran, ale niejednokrotnie i zabiegami chirurgicznymi. Z naszej perspektywy może wygląda to prymitywnie i archaicznie, ale musimy sobie uświadomić, że już tysiące lat temu znano dokładne działanie setek gatunków roślin a receptury leków składały się nawet z kilkudziesięciu ziół o ściśle określonych proporcjach. W starożytnym Egipcie znano już takie choroby, których występowanie w XX wieku uważano za skutek cywilizacji i szybkiego tempa życia (m.in. miażdżyca). Egipcjanie znali i stosowali przynajmniej jedną trzecią wszystkich leków zawartych we współczesnych lekospisach. Już w starożytności dobrze radzono sobie z bólem, kaszlem, przeziębieniami, dolegliwościami skórnymi jak kurzajki, gojeniem się ran, stresem i problemami ze snem. Znano również zbawienne działanie na organizm „energii Ziemi” . W niektórych społecznościach Indyjskich spano na łóżkach z miedzi połączonych z ziemią, żeby czerpać z niej energię. W chińskiej akupunkturze koncentrowano się na punkcie „Yong Quan” na stopie by pobierać energię ziemską Qi. To tylko drobne przykłady medycyny naturalnej, która przez tysiące lat nabierała doświadczenia i ewoluowała do dzisiejszych kształtów. Dziś powszechna jest również osteopatia, naturopatia, biorezonans, homeopatia, hydroterapia, aromaterapia, muzykoterapia, bioenergoterapia, leczenie duszy itp…. To co łączy prawie wszystkie te dziedziny i zarazem odróżnia od medycyny klasycznej, to holistyczne podejście do leczenia. Traktujące organizm jako jedność ciała, umysłu i ducha, koncentrując się nie tylko na leczeniu objawów choroby, ale odkrywaniu i eliminowaniu jej przyczyn, które często całkowicie nie są związane z chorym organem. Medycyna naturalna dąży do harmonii i równowagi całego organizmu a jako jedną z głównych zasad jest zdrowa dieta, regularna aktywność fizyczna, dbanie o higienę snu, techniki relaksacyjne i medytację. To często filozofia życia a nie tylko sposoby na radzenie sobie z dolegliwościami. W medycynie naturalnej zazwyczaj nie używa się nowoczesnej i drogiej farmakologii bazując na preparatach naturalnych w tym najczęściej ziołach, witaminach ale też kryształach i aromatach. Szeroki i nie inwazyjny wachlarz leczonych chorób i zazwyczaj dużo niższe koszty leczenia zachęcają pacjentów do wypróbowania tych starych metod. Zwolenników medycyny naturalnej przybywa również dlatego, że pacjenci potrzebują indywidualnego podejścia do ich problemów i dolegliwości a w tych gabinetach często to otrzymują. Traktowani są tam jako pełnowartościowi ludzie z krwi i kości, którzy mają swoje problemy i uczucia a nie jak zło konieczne, które miesiącami czeka na wizytę do dyplomowanego specjalisty. Często, żeby ta długo oczekiwana wizyta w ogóle się odbyła potrzeba wielu zabiegów i znajomości, by następnie dostać receptę po dwuminutowym rozpoznaniu choroby. W gabinetach medycyny naturalnej żaden terapeuta nie umawia dziesięciu osób na tę samą godzinę, co w naszej służbie zdrowia jest tak powszechne, że nikogo nawet nie dziwi. A jaka jest skuteczność medycyny naturalnej? Na to pytanie odpowiadają sami pacjenci rosnącą popularnością tej gałęzi medycyny. Sam fakt, że przetrwała tysiąclecia powinna być dowodem, że nie jest tylko efektem placebo. Skuteczność z całą pewnością zależy tak jak w przypadku medycyny klasycznej od doświadczenia i umiejętności terapeuty. Faktem jest, że część z nich nie ma żadnej wiedzy, ale takich pseudomedyków szybko weryfikują sami pacjenci. To co nie podlega żadnej dyskusji, to fakt, że gdyby wszyscy ludzie na ziemi stosowali się do podstawowych zasad i filozofii medycyny naturalnej, to medycyna klasyczna straciłaby większość pacjentów. Według niektórych naukowców badających ten temat byłoby ich mniej aż o 90%. Sam nie miałem do czynienia z większością gałęzi tej medycyny i o skuteczności nie powinienem się wypowiadać. Tak jak nie powinni się wypowiadać ludzie z kręgów medycznych, którzy negują wszystko a nigdy z takich praktyk nie korzystali i nie mają praktycznej wiedzy o jej skuteczności. Osobiście mam doświadczenie tylko z dwoma takimi terapiami, które w skrócie pozwolę sobie opisać.

Kilkadziesiąt lat temu uległem namowie znajomego i poddałem się terapii biorezonansem w celu pokonania nałogu jakim było palenie papierosów. Wcześniej wielokrotnie stosowałem różnego rodzaju specyfiki jak gumy do żucia i tabletki, ale bez żadnego rezultatu. Nie ukrywam, że do biorezonansu podszedłem bez wiary a tak naprawdę i bez większej chęci pozbycia się problemu. Bardziej chodziło o to, żeby znajomy już się ode mnie odczepił. Sama terapia była trochę śmieszna, gdyż założono mi na głowę jakiś kawałek metalu a w rękach kazano trzymać metalowe kulki. Było to wiele lat temu i dokładnie całego zabiegu nie pamiętam. W każdym razie nie wzbudzało to we mnie wielkiego zaufania i raczej chciało mi się śmiać nie dowierzając, że dałem się na to namówić. Moje zdziwienie było jeszcze większe, gdy wyszedłem z gabinetu i zamiast sięgnąć po kolejnego papierosa poczułem, że nie jest mi już potrzebny. Akurat ten moment utkwił mi wyraźnie jak idąc ulicą Hożą w Warszawie z kieszeni wyjąłem paczkę papierosów i położyłem ją na śmietniku tak, żeby jakiś bezdomny sobie wziął. Z perspektywy czasu nie wiem, czy dobrze zrobiłem, ale wtedy uznałem to za słuszne. W tamtym okresie mój nałóg był naprawdę silny i rzadko się zdarzało, żeby 40 sztuk papierosów dziennie mi wystarczał a po kilkudziesięciu minutach terapii po prostu znikł. Nie paliłem równe cztery lata i przez ten okres byłem wręcz wrogiem nikotyny przeganiając wszystkich, którzy w moim otoczeniu odważyli się zapalić. Nałóg dopiero wrócił, gdy złamałem podstawową zasadę o jakiej zostałem poinformowany przed terapią. Jadąc drogą szybkiego ruchu wybiegła mi sarna, którą poturbowałem i mocno uszkodziłem nowo zakupiony samochód. Współpasażer w tej stresującej sytuacji poczęstował mnie jednym niewinnym papierosem w celu zniwelowania mojego stresu. Nałóg w jednym momencie tak jak szybko się skończył tak samo szybko rozpoczął na nowo. Nie zmienia to jednak faktu, że przez cztery lata terapia biorezonansowa działała.

Drugie moje doświadczenie było z pogranicza medycyny naturalnej i duchowości u Pani Barbary Zalewskiej z Białegostoku. Szczególnie to doświadczenie zapamiętam na całe życie i już na wstępie polecę wszystkim. Szczególnie tym, którzy borykają się z trudnymi chorobami z którymi nowoczesna nauka sobie nie radzi. Pani Barbara jest znaną i cenioną nie tylko w Polsce jasnowidzką terapeutyczną, która leczy wieloma technikami których nazw nawet nigdy nie słyszałem jak: chirurgia fantomowa, medycyna kwantowa, czy metoda Volla. Pani Barbara jest też skuteczną bioenergoterapeutką. Kontakt z nią można uzyskać po wstukaniu imienia i nazwiska w każdej przeglądarce.

Od dzieciństwa chorowałem na nerwicę, która objawiała się mimowolnym ruchem zazwyczaj lewej nogi, lub lewej ręki. Kto cierpi na tę przypadłość, albo ma kogoś chorego w rodzinie ten wie, że tych ruchów nie da się powstrzymać. Jest to bardzo niekomfortowe, ale i męczące. Z taką dolegliwością praktycznie nigdy nie da się w pełni zrelaksować. Kilkukrotnie podchodziłem do problemu, ale zarówno neurolog jak i psychiatra, bo do niego zostałem skierowany w najmniejszym stopniu mi nie pomógł a przepisywane tabletki działały wyłącznie nasennie. Nerwica, to nie rak i da się z nią żyć, dlatego na długie lata się z tym pogodziłem. Przez przypadek usłyszałem o pewnej Pani z Białegostoku, która podobno potrafiła leczyć trudne i bardzo trudne choroby z moją nerwicą włącznie . W prawdzie od mojego miejsca zamieszkania, było do gabinetu kilkaset kilometrów, ale stwierdziłem, że się umówię i pojadę. Podczas rozmowy telefonicznej dowiedziałem się, że nie muszę przyjeżdżać, bo takie proste zabiegi leczy przez telefon. Powiem szczerze, że nie zabrzmiało to przekonująco, bo i jak można kogoś wyleczyć przez telefon, ale usłyszałem również, że zapłacę dopiero wtedy jak uznam, że zostałem wyleczony. To akurat na mnie podziałało i zaciekawiło. Na tę cudowną i magiczną terapię czekałem kilka dni, bo grafik terapeutki był wypełniony po brzegii. Zadzwoniłem i miła Pani zapytała co mi dolega a po opowiedzeniu problemu zapytała w czym jeszcze może mi pomóc i że w jednej sesji postara się naprawić więcej moich dolegliwości. Zapytała jak się czuje, czy mam udane pożycie małżeńskie, czy jestem szczęśliwy i jak stoję finansowo. Chyba ze stresu odpowiedziałem, że więcej dolegliwości nie mam, jestem szczęśliwy a finansowo jest dobrze. Zapamiętam to na zawsze jak Pani zapytała jeszcze raz a jak finansowo?….. Przyznałem, że nie najlepiej a ona, że o tym wie, ale żebym się nie martwił, bo niedługo przyjdzie czas, że będzie lepiej niż dobrze. W tym momencie przeszły mnie ciarki, bo poczułem, że prawdą jest, to co przeczytałem, że potrafi odczytywać myśli swoich pacjentów. Sesja trwała raptem kilkanaście minut. Nie wiem co się wtedy działo, bo widzieć tego nie mogłem. Powiedziała tylko, że się ze mną połączy i wejdzie w moją duszę i zobaczy kiedy powstał mój problem. Po dłuższej ciszy powiedziała tak: Jest Pan wyleczony. To była prosta sprawa. Jak był pan dzieckiem była burza i do domu wleciał piorun i tak się pan przestraszył, że do dziś ten strach był w tych ruchach ręki i nogi, ale ja to wykasowałam. Teraz może pan się cieszyć życiem bez nerwicy. Pani Barbara opisała to tak kolorowo i szczegółowo, że dziś mogę opisać to zdarzenie z piorunem dokładnie i nie oczami dorosłej osoby, tylko dziecka.

Oczywiście nie pamiętałem, żeby kiedyś do domu wleciało cokolwiek, ale jeszcze tego samego dnia spytałem o kilka lat starszą siostrę. Potwierdziła, że jak byłem mały, to do mieszkania wleciał piorun i była nawet zdziwiona, że moja pamięć tego nie zakodowała. Wleciał przez otwarte okno i odbił się od krzyżyka na ścianie, który pęknięty w domu rodzinnym wisi do dziś.

Siedziałem za stołem i patrzyłem na nogę. Zero ruchu a uczucie było inne niż sobie wyobrażałem. Cisza, spokój, ale i brak czegoś, co towarzyszyło mi od najmłodszych lat. Zostałem wyleczony. Nie wiem jak ta Pani to zrobiła, ale to nie sen i nie żart. To naprawdę zadziałało mimo, że ciężko to sobie wyobrazić. Skąd ta Pani mogła wiedzieć o szczegółach z mojego dzieciństwa o których nawet ja nie wiedziałem?!

Opisałem raptem dwa, ale swoje i prawdziwe doświadczenia z medycyną naturalną. Kto mnie zna ten wie, że nie są przepisane i powielone z internetu. Może dla wielu nieprawdopodobne, ale dalej prawdziwe. Działanie medycyny naturalnej nie zawsze da się wytłumaczyć, ale wiem po sobie, że potrafi działać. Może nie zawsze tak skutecznie jak w moim przypadku, ale nikt mi nie powie, że jest to efekt placebo, bo nawet ja przystępując do tych terapii zbytnio nie wierzyłem w ich skuteczność.

A jak zapatruje się na te tysiące lat doświadczeń XXI wieczna nauka? Odpowiedź jest raczej jednoznaczna i niekorzystna nazywając większość gałęzi medycyny naturalnej pseudonauką i pseudomedycyną z podkreśleniem, że nie ma naukowych dowodów na jej skuteczność a ewentualne korzyści wynikają wyłącznie z efektu placebo.

Dla kogo niebezpieczna jest medycyna naturalna:

Nie bez powodu zadaję to pytanie, gdyż od lat toczy się otwarta wojna celem której jest wyeliminowanie tzw. praktyk pseudomedycznych a za takie uważa się prawie wszystkie gałęzie medycyny naturalnej. Pod hasłami walki z szarlataństwem i oszustami obiecującymi cudowne uzdrowienia lobby medyczne chce zakazu działalności wszystkim, którzy nie posiadają dyplomu lekarskiego bez względu na to, czy pomagają pacjentom, czy nie. Oczywiście oszuści byli, są i będą wszędzie tam gdzie można wyłudzić pieniądze i to nie tylko w medycynie. Nie można jednak wszystkich pakować do jednego worka. Pamiętajmy, że oszuści działają również pod przykrywką dyplomowanych lekarzy i często latami praktykują z podrobionymi dyplomami. Nowoczesna nauka jest w opozycji do tysięcy lat tradycji i doświadczeń a być może nie sama nauka, tylko lobby medyczne. Są kraje w których podnosi się ten temat nawet na poziomie rządowym. Przykładem jest Francja, Niemcy i Hiszpania w której ministerstwo zdrowia było zdeterminowane, żeby zakazać praktyk homeopatii i akupunktury wraz z usunięciem tych nauk z uczelni wyższych jako niepopartych badaniami naukowymi. Wszystko dlatego, że część pacjentów odmówiło standardowego leczenia poważnych chorób w tym raka na rzecz homeopatii i innych rodzajów medycyny alternatywnej. Jako przykład podano Rosę Morillo, która zmarła w 2017 roku na raka piersi a która odmówiła leczenia chemioterapią. W Polsce natomiast na poziomie zaawansowanym są prace nad ustawą tzw. „Lex Szarlatan”, która ma zakazać m.in.: masaże energetyczne, biorezonans, ustawienia systemowe, terapie duszy i inne metody paramedyczne i pseudomedyczne a dla wszystkich tych, którzy odważą się prowadzić i reklamować taką działalność przewidziano kary do 2 milionów złotych. Projekt ustawy jest tak szeroki, że w zakres obostrzeń wejdą prawie wszystkie dziedziny medycyny naturalnej a praktyki będą mogli prowadzić wyłącznie dyplomowani lekarze. Z punktu widzenia projektu ustawy Pani Barbara Zalewska, która w kilkanaście minut przez telefon wyleczyła u mnie nerwicę prowadzi „szarlatańskie” praktyki pseudomedyczne, które są niebezpieczne dla zdrowia pacjentów. Jeżeli ustawa wejdzie w życie to Pani Barbara jako jedna z pierwszych będzie musiała zakończyć swoją działalność pod rygorem kary do 2 000 000zł. Nikogo nie będzie interesować, że wyleczyła tysiące ludzi i jeszcze nigdy nikomu nie wyrządziła krzywdy, bo i jak miała ją wyrządzić, gdy terapie odbywają się w zdecydowanej większości przez telefon. Nikogo też nie będzie interesowało, że od dekad jest to jej jedyne i legalne źródło dochodu. Po wejściu ustawy nawet nie będzie mogła pochwalić się swoimi wcześniejszymi osiągnięciami, bo nic co nie jest naukowo potwierdzone nie będzie można reklamować. Według nowej ustawy zakazana będzie również praktyka przy użyciu biorezonansu. Ta sama, która na cztery lata skutecznie pozbyła mnie z nikotynowego nałogu. Przypomina mi to trochę średniowieczną i późniejszą inkwizycję, która skróciła o głowy tysiące niewinnych ludzi w imię jednego prawdziwego Boga i w imię zasady, kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam. Mam nadzieję, że nie wrócą czasy, że ludzie będą musieli tak jak Galileusz wyrzekać się prawdy, że ziemia krąży wokół słońca a nie na odwrót. Ówczesna nauka również była w opozycji do genialnego astronoma. Przypomnę, że miało to miejsce w 1663 roku a Kościół przyznał rację Galileuszowi dopiero w 1992 roku.

Jeżeli medycyna naturalna jest tak niebezpieczna, to ile osób przez te szarlatańskie praktyki rok rocznie umiera? Czy te nieinwazyjne zabiegi są tak groźne, że naprawdę trzeba je zakazać? Podstawą medycyny naturalnej, to profilaktyka, zbliżenie człowieka do natury i zdrowa dieta. Spojrzenie na organizm jako zespół naczyń powiązanych jako jedną całość. Spojrzenie na przyczynę a nie tylko skutek, którą jest choroba. Zwrócenie uwagi, że człowiek, to nie tylko ciało, ale i dusza. Co jest w tym złego? Szukałem długo przykładów ludzi, którzy zmarli w wyniku praktyk medycyny naturalnej. To co zazwyczaj można wyszukać, to, że ktoś zrezygnował w ciężkich i śmiertelnych chorobach jak rak z chemioterapii. Takie przykłady często są nagłaśniane jako dowód, że tylko medycyna klasyczna jest skuteczna. Czytając takie przykłady ma zapalić się nam czerwona lampka, która ma odstraszać zapominając przy tym, że każdego dnia umierają ludzie w wyniku błędów lekarskich. Nikt nie zadał jednak pytania dlaczego ktoś z tej chemioterapii zrezygnował. Może tylko dlatego, bo medycyna konwencjonalna nie dawała mu już szans na przeżycie. Jestem ostatnią osobą, która poddałaby się leczeniu raka metodami alternatywnymi, ale wiem, że jakby przyszedł moment, gdy walka z chorobą stosując chemioterapię byłaby bez szans, to szukałbym ratunku gdzie indziej. Tej ostatniej szansy nie powinniśmy ludziom zabierać. Przeżyłem w rodzinie śmierć trzech bliskich mi osób chorych na raka i wiem jak wyniszczająca i często nieskuteczna jest chemioterapia. Mój ojciec zmarł w na raka krtani, wujek mimo wcześnie wykrytego nowotworu na raka trzustki. Moja szwagierka była leczona na ból ucha, by po roku dostać wyrok w postaci prawidłowej diagnozy, że jednak jest to rak śliniawki. Niestety rozwój choroby był już na tyle zaawansowany, że przerzuty na płuca nie dawały dużych szans na wyleczenie. W tym przypadku jej śmierć można przypisać błędom lekarza, który podszedł do niej tak jak często podchodzi się w Polsce do pacjenta, czyli powierzchownie i bez dokładnego rozpoznania . Podobno jakby rak u niej był wykryty kilka miesięcy wcześniej, to żyłaby do dziś. Zgonu mojej szwagierki nie ma w statystykach błędów lekarskich WHO, tak jak nie ma tysięcy innych, których nikt nawet nie zgłasza. Ludzie tego nie robią, bo nie wierzą, że to coś da, ale i żeby nie powiększać traumy po stracie bliskiej osoby. Zarówno mój ojciec, wujek i szwagierka byli leczeni w klinikach i szpitalach ze świetnymi lekarzami a jednak walkę przegrali. Tak naprawdę z góry byli przegrani, bo nawet medycyna na dzisiejszym poziomie nie potrafi sobie poradzić z wszystkimi przypadkami. Czy w wyniku tego powinniśmy zakazać praktyk lekarskich? Oczywiście, że nie… To dlaczego mamy nie chodzić na masaże energetyczne, biorezonans, akupunkturę, czy do kogoś, kto zajmuje się sprawami duchowymi. Lekarz powie, bo nie ma naukowych dowodów na ich skuteczność. To czy wszystko na co nie ma naukowych dowodów powinno być zakazane? Jestem osobą wierzącą, ale zadam pytanie, czy są naukowe dowody na istnienie Boga?! Ja o takich nie słyszałem a nikt nie zakazuje działalności kościołom. Na świecie miliardy osób wierzy mimo braku naukowych dowodów a mało komu przychodzi na myśl, żeby tej wiary im zakazać. Dlaczego nie zakaże się księżom odprawiania egzorcyzmów jak w świetle nauki nie ma duchów, demonów a opętania to zwykłe bzdury. A może nauka jest jeszcze na zbyt niskim poziomie i tylko dlatego wielu zagadnień nie potrafi udowodnić. Żyjemy w epoce fizyki kwantowej. Jeszcze nie tak dawno dla nauki było niedorzecznością twierdzenie , że jedna i ta sama cząsteczka może być w tym samym czasie w kilku miejscach na raz…. a jednak jest i nauka już to potwierdza. Nie każdy o fizyce kwantowej słyszał a dla wszystkich tych, którzy nie mają o niej pojęcia napiszę jeszcze raz. Jedna i ta sama cząsteczka może być w dwóch miejscach na raz. Nie jest łatwo nawet to sobie wyobrazić, ale nawet wybitny fizyk i noblista Albert Einstein w to nie wierzył. To co było bzdurą i pseudofizyką okazało się jednak prawdą. Może przyjdzie czas, że nauka potwierdzi również skuteczność naturalnych form leczenia. Pytanie tylko, czy nauka chce to potwierdzić. Wydaje mi się, że wszystko zaczyna się od tego, kto lobbuje a dokładnie kto skorzysta na ewentualnym wyeliminowaniu medycyny naturalnej z naszego życia. Według mnie mianownikiem nie jest zdrowie i dobro pacjentów a tylko pieniądze. Rosnąca popularność medycyny naturalnej zagraża koncernom farmaceutycznym, które czerpią gigantyczne zyski z leków a których naturalne podejście do leczenia zazwyczaj nie stosuje. Jak wielka jest to skala pokazują wyniki sprzedaży, które tylko w Polsce już dawno przekroczyły 50 miliardów złotych przychodu rocznie. Każdy procent uszczuplenia tej kwoty, to wielkie pieniądze. Koncerny farmaceutyczne dwoją się i troją, żeby uszczuplenie było jak najmniej dotkliwe a wzrosty sprzedaży jak największe. Mając olbrzymie środki na marketing, sponsorują setki artykułów w prasie, internecie, tv i lobbują polityków a wszystko po to, żeby odstraszyć pacjentów i wyeliminować konkurencję z rynku. Nikt nie kwestionuje wielkiego postępu i rosnącej skuteczności farmakologii, ale nie tylko ona leczy i nie tylko ona pomaga. Nie tylko dyplomowani lekarze potrafią sprawić ulgę w cierpieniu i dlatego nie powinni mieć monopolu na leczenie. Dlaczego mamy brać tabletki na otyłość zamiast wyeliminować jej przyczynę. Tak samo z bólem, stresem, odpornością itp…. Dlaczego na wszystko mamy brać cudowne tabletki, które zazwyczaj tylko chwilowo pomagają nie likwidując podłoża, które odpowiada za jej powstanie. Nie zapominajmy również, że jest wielce prawdopodobne, że w wyniku błędów dyplomowanych lekarzy, źle dobranych leków i ich skutków ubocznych przez ostatnie 100 lat zmarło więcej ludzi, niż przez praktyki medycyny naturalnej od początków swojego istnienia. Światowa Organizacja Zdrowia WHO i jej ostrożne, ale oficjalne szacunki podają liczbę ponad 2600 000 zgonów rocznie w wyniku błędów lekarskich i skutków ubocznych działania leków. Dodatkowo ponad 500 000 zgonów rocznie przypada w wyniku używania leków psychoaktywnych, których spora część była przepisana na receptę. Proszę sobie uświadomić, że rok rocznie umiera populacja wielkości Litwy i to w wyniku reklamowanych jako bezpiecznych leków i błędów dyplomowanych lekarzy. Jak na tym tle wychodzi tak popularna , ale zarazem groźna dla lobby farmaceutycznego medycyna naturalna? Jeśli chodzi o przypadki zgonów, to jest ich tak mało, że nie można znaleźć żadnych oficjalnych statystyk. Bo czy może zabić akupunktura, akupresura, leczenie energią, aromaterapia, muzykoterapia, biorezonans, hipnoterapia, czy leczenie duszy? Czy nie jest hipokryzją ze strony kręgów medycznych twierdzenie, że medycyna naturalna zagraża pacjentom mając miliony zgonów rocznie na sumieniu?

Według mojej subiektywnej oceny medycyna jest tylko jedna, czasami sposobów i metod leczenia jest więcej. Jeżeli działają i nie wyrządzają pacjentom szkód a oni chcą z nich korzystać, to znaczy, że nie warto z żadnej rezygnować. Tak samo jak wiele jest leków przeciwbólowych, które mimo odmiennego składu są w podobnym stopniu skuteczne a i jedne i drugie znajdziemy na aptecznych półkach. Też można zadać pytanie po co? Farmaceuta odpowie, że nie każdy lek przeciwbólowy będzie skuteczny dla każdego pacjenta. Ja odpowiem podobnie, że nie zawsze dyplomowany lekarz skuteczniej rozwiąże mój problem i że chcę mieć prawo wyboru terapeuty bez względu, czy ten dyplom posiada, czy nie. To moje życie i moje zdrowie, dlatego sam chciałbym decydować co jest dla mnie dobre a co złe. Jestem przekonany, że jest miejsce nie tylko dla klasycznej, ale i naturalnej medycyny, które w wielu przypadkach mogą się wspaniale uzupełniać. Brakuje jednak dialogu, bo nie ma wspólnego mianownika. Powinno nim być dobro i zdrowie pacjenta a jednak nie jest. Terapeuci medycyny naturalnej zazwyczaj robią to z pasji i są skromnymi ludźmi nie biorąc za swoje usługi wielkich pieniędzy. Niestety ciężko znaleźć wspólny mianownik, gdy przez te niskie stawki zabiera się chleb koncernom farmaceutycznym i lekarzom, którzy nawet w biednej państwowej służbie zdrowia potrafią zarobić po kilkaset tysięcy złotych miesięcznie.